Walczą o przetrwanie
Zespól prowadzony przez Natalie Tobolską mógl liczyc na 10 tysiecy zlotych na pól roku. Mógl, bo miejscy urzednicy chcą zablokowac finansowanie zespolu. Spór toczy sie o status druzyny. W ekipie drugoligowca mogą grac siatkarki PRONAR ZETO ASTWA AZS Bialystok, który wystepuje w ekstraklasie.
- Przedstawiciele zespolu muszą sie w koncu określic, i to na piśmie, pod jakim szyldem tak naprawde grają. Wcześniej dawaliśmy pieniądze na BTPS, jednak skoro jest to druzyna rezerw AZS, to sytuacja sie powaznie komplikuje. Nie mozemy przeciez dwa razy wplacac pieniedzy do tej samej kasy - mówi Adam Poplawski, zastepca naczelnika wydzialu edukacji i sportu urzedu miejskiego.
- Teraz ciezko mi jednak powiedziec, jaka bedzie decyzja. Naszym priorytetem jest wspieranie najlepszych, którzy promują miasto w Polsce. Ta druzyna nie spelnia tego warunku. Jest nacisk środowiska, zeby wieksze pieniądze przeznaczyc na ekstraklase i trzeba przyznac, ze jest w tym sporo racji - dodaje.
To nie jest jeden klub
Przedstawiciele drugoligowca bronią sie, ze mimo umowy z AZS, klub ciągle prowadzi oddzielną ksiegowośc i samodzielnie moze wystepowac o fundusze z urzedu.
- Formalnie to nie jest drugi AZS. Co prawda cześc pieniedzy na utrzymanie zespolu pochodzi od AZS, ale my równiez dokladamy na ten cel. Porozumienie dotyczy jedynie spraw sportowych. Nadal prowadzimy wlasne finanse, nie podpisywaliśmy tez umowy o polączeniu. Bez tych pieniedzy bedziemy musieli wycofac zespól z rozgrywek. Mam nadzieje, ze ludzie w urzedzie zrozumieją, ze my takze promujemy regionalny sport. Grają u nas przeciez same bialostoczanki - mówi Krzysztof Sobolewski, dyrektor WSWFiT.
Slowa Sobolewskiego potwierdza Jaroslaw Mironczuk, drugi szkoleniowiec podlaskiej druzyny.
- Nasze stowarzyszenie nadal istnieje. Wspólpraca z AZS dotyczy tylko wymiany siatkarek. Jest o tym oczywiście poinformowany Polski Związek Pilki Siatkowej. Nie zmienia to jednak faktu, ze ciągle jesteśmy oddzielnym klubem - zapewnia Mironczuk.
Mizerny wydatek
Przerazona mozliwością rozwiązania druzyny jest Tobolska.
- Mam nadzieje, ze odpowiednie osoby pójdą po rozum do glowy. Przeciez dla miasta to mizerny wydatek, a nam ratuje zycie. Chcemy szkolic mlodziez, uczyc gry w siatkówke, tak aby w przyszlości mogla wystepowac wyzej. Wystarczy spojrzec na inne miasta. W Bydgoszczy sporą cześc zespolu z ekstraklasy stanowią wychowankowie, a jak jest w Bialymstoku, kazdy chyba widzi. Sama armia zaciezna - mówi trener drugoligowca.
Termin skladania wniosków o dofinansowanie z miejskiej kasy mija 15 stycznia. Do 17 stycznia powinna rozstrzygnąc sie kwestia, które kluby dostaną pieniądze.
- To nie tak, ze chcemy doprowadzic do upadku jakiegoś zespolu. Jestem za szkoleniem mlodych siatkarek, ale wszystko musi byc prowadzone w pelnej przejrzystości. Nie damy przeciez pieniedzy, jeśli nie wiemy dokladnie, do kogo trafią - konczy Poplawski.