Pracownik izby wytrzeźwień ukarany za jazdę po pijanemu
Andrzej R., kierownik zmiany we wrocławskiej izbie wytrzeźwień zrezygnował ze stanowiska. Będzie nadal pracował, ale jako szeregowy pracownik. Oprócz tego czeka go sprawa karna. A wszystko dlatego, że spowodował wypadek po pijanemu.
– Rozmawiałem z nim w niedzielę. Było mu bardzo wstyd za takie zachowanie. Ale po tym, co się stało, bardzo ucierpiał jego autorytet i nie wyobrażam sobie, aby nadal pełnił funkcję kierowniczą – przyznaje Janusz Łoziński, dyrektor wrocławskiej izby wytrzeźwień.
50-letni Andrzej R. pracuje w izbie kilkanaście lat. Od roku był kierownikiem zmiany.
W czwartek rano, godzinę po zakończeniu nocnego dyżuru, na pl. Dominikańskim uderzył swoim renault w hyundaia. Gdy okazało się, że winny kolizji ma 2,7 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, trafił z powrotem do izby wytrzeźwień. Jako pensjonariusz. Spędził tam cały dzień.
Od początku jego dyrektor zapewniał, że Andrzej R. nie upił się podczas dyżuru. Gdyby tak było, straciłby pracę. – Zdawał dyżur swojemu następcy, wypełniał protokół. Nie ma tam żadnych błędów, a pracownicy twierdzą, że był trzeźwy. Pił już po służbie – podkreśla Łoziński.
Andrzej R. już następnego dnia po wypadku zgodził się dobrowolnie poddać karze roku więzienia w zawieszeniu i zakazowi prowadzenia samochodu przez trzy lata.