Ofiara zawału zmarła
Ponad godzinę na chodniku w Rynku w Muszynie leżał wczoraj nieżywy mężczyzna, zanim zwłoki zabrał karawan. Ciało przykryto folią, wystawały nogi i ręce. - On już przymarzł do ziemi, to bezczeszczenie zwłok - oburzał się muszynianin Czesław K., który zaalarmował Krakowską. Okazuje się, że ponad 40-letni mężczyzna, mieszkaniec Muszyny, paręnaście minut po jedenastej wyszedł od kardiologa. Podobno odmówił leczenia szpitalnego. Jedni mówią, że zdążył odwiedzić aptekę, inni że nie. W pewnym momencie zachwiał się i upadł na chodnik niedaleko przystanku autobusowego. To był zawał. Ktoś go próbował reanimować, ale na próżno, ciało zastygło. Błyskawicznie zrobiło się zbiegowisko, przechodziły m.in. dzieci, wracające ze szkoły. Po 25 minutach przyjechało pogotowie z Krynicy. Lekarz stwierdził zgon. Ekipa karetki czekała przy trupie, póki nie wymienili ich policjanci. Przy zwłokach zaciągnął wartę jeden funkcjonariusz, reszta odjechała. Tymczasem minęła godzina odkąd tamten leżał na chodniku i zaczęła się druga. Gapiów nie ubywało.